środa, 4 maja 2016

Czasami ścieżek ludzkiego umysłu nie ogarniam.

O tej swojej cukrzycy piszę często i chętnie. Bo to część mnie. Nie jest wbrew pozorom jedyną treścią mojego życia - wręcz przeciwnie. Zwykle jest kwestią wręcz marginalną. Ot tak i tyle. Jestem cukrzykiem dość zdyscyplinowanym: cukry mierzę, insulinę biorę (to znaczy na 4 lata ze 3 razy mi się zdarzyło coś tam zapomnieć, ale to po prostu kwestia roztargnienia), odżywiać się staram rozsądnie i racjonalnie (aczkolwiek daleko mi do faszyzmu żywieniowego) i żyję. 
Stykam się z różnymi ludźmi. Życiowo i internetowo i niekiedy mi oczy z orbit wychodzą jak czytam lub słyszę, że "nie mogą się pogodzić z tą chorobą i buntują się przeciwko niej". No dobrze - pierwszą część jestem w stanie zrozumieć: pokażcie mi takiego, który nie chciałby być zdrowy. Ale buntować się? Ale że przeciwko czemu? 
Cukrzyca (ta leczona insuliną) jest o tyle specyficzna, że chory tak naprawdę leczyć musi się sam: czyli sam mierzy, sam podaje insulinę, sam reaguje na spadki i wysokie poziomy. Tylko i aż tyle. A ja tu czytam, że jedna Panienka (lat chyba koło 18, więc umówmy się - to już nie jest 4-letnie dziecko, które płacze mamie, że zastrzyk ała boli i nie chce) buntuje się przeciwko chorobie i nie mierzy cukru i nie robi insuliny. Przepraszam bardzo ale nie rozumiem. Bunt ma sens wtedy, kiedy jest choćby promil szansy na pozytywny efekt. Na złość mamie odmrożę sobie uszy? Nie będę robić insuliny bo się buntuję? Przeciw czemu? Komu? Komu u diabła robi taka istotka (żeby nie napisać inaczej) na złość? Zrozumiałabym takie zachowanie w przypadku dzieci w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym - one jeszcze wierzą niekiedy, że jak zamkną oczy to ich nie widać, ale nie - te dzieci są zdecydowanie dzielniejsze i rozsądniejsze od ich starszych koleżanek...i kolegów. Niejednokrotnie są też dzielniejsze i rozsądniejsze od własnych rodziców... 
Drugi przypadek: facet jeszcze bardziej dorosły, dopytujący jak sobie z chorobą radzić. No to stado ludzi odpowiada, opowiada i doradza. A kolega? Wcina orzeszki i bułeczki i się dziwi, że cukier w kosmosie. I tak przez rok... albo i dłużej. I panika bo cukry wysokie, ale mierzyć i reagować nie będzie, odżywiać się rozsądnie też nie, bo "nie ma motywacji". No cóż - skoro nie masz motywacji to czego oczekujesz od "grupy wsparcia"? Że Ci powiedzą że biedny jesteś i rób tak dalej? No najwyraźniej tak.
Jeśli tylko znajdzie się ktoś na tyle podły, żeby takie postępowanie skrytykować to okazuje się, że podła z niego istota, pozbawiona empatii, ludzkich uczuć i czego-tam-jeszcze. Bo jakże to? Przecież to ma być grupa WSPARCIA. A czy faktycznie wsparcie to tylko głaskanie po główce i "ojojanie"? Ja naprawdę rozumiem, że można mieć gorszy dzień, tydzień czy nawet rok. Ja rozumiem też że "miejsca ojojane bolą mniej" i czasem każdy lub prawie każdy musi się dla higieny psychicznej poużalać nad sobą. Tylko, żeby przy okazji robić sobie samemu krzywdę? W ramach buntu? Naprawdę nie ogarniam. 

20 komentarzy:

  1. Zgadzam się całkowicie :) Czasem takie ojojoj potrzebne bo przecież każdy wsparcia potrzebuje ale nie ma co się użalać :) Chwila załamania pocieszenie zwieramy poślady i ruszamy dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cytując klasyka: "Alleluja i do przodu" ;)

      Usuń
  2. Nie przyszliśmy na świat po to żeby się użalać nad sobą tylko żeby w tym świecie coś zmienić. Może to zabrzmi głupio z mojej strony bo jestem całkowicie zdrowa Bogu dzięki, ale chodzi mi o to, że są ludzie którzy nie mają ręki, nogi, obu kończyn dolnych czy górnych, chorują na nieuleczalne w wielu przypadkach choroby serca, czy tego pieprzonego raka, który najczęściej kończy się śmiercią a radzą sobie lepiej niż osoby całkowicie zdrowe i czerpią z życia więcej szczęścia i satysfakcji. W chwilach zwątpienia nie powinniśmy się nad sobą użalać tylko własnie spojrzeć na osoby które na prawdę mają więcej utrudnień od nas a jacy są szczęśliwi :) - to takie moje małe zdanie w oparciu o Twojego posta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojtam - czasem można się poużalać nad sobą... byle tylko nie zrobić z tego sensu swojego życia :)

      Usuń
  3. Ludzie nie umieją czasem zaakceptować swoich chorób czy wad. Żyją jakby byli całkiem zdrowi i nigdy nie mieli umrzeć.

    http://aleksandramakota.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznanie się do ograniczeń nigdy nie jest łatwe, ale lepiej zaakceptować to, czego nie można zmienić i zmieniać to, co zmienić się da ;)

      Usuń
  4. Jak się ma w głowie siano zamiast mózgu to tak jest. Nie ogarniam 76% zachowań "dzisiejszej młodzieży" i im bardziej staram się zrozumieć, tym gorzej dla mnie!
    Ja za dzieciaka miałam przewlekłe zapalenie trzustki i podejrzenia cukrzycy, byłam przerażona. Ja- dziecko kochające słodycze bardziej niż wszystko inne. Miałam kilka lat, a jak bolał mnie brzuch to nie chowałam się w kącie i nie udawałam, że wszystko jest ok, byle by tylko wdupić jakiś baton. Wołałam wtedy mame, żeby mnie zabrała do lekarza na USG. Bunt przeciwko chorobie? Życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak "Młodzież" jest po pięćdziesiątce to się dopiero zabawne robi ;)

      Usuń
  5. Ja też nie ogarniam. No cóż.
    Zauważyłam, że wiele jest osób, które, mając problem, czekają tylko na to, by usłyszeć "ojej, ale Ci współczuję, biedaku, jaki Ty jesteś biedny..." i inne tego typu "ciepłe słowa". A niestety to nie załatwia problemu, wręcz przeciwnie - pokazuje, że jak mam problem, to ludzie są dla mnie mili i kochani, i współczują, przytulają i w ogóle to jestem w centrum uwagi i jest fajnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jaka ja biedna jestem - pożałuj mnie szybciutko to mi się od razu... gorzej zrobi ...

      Usuń
  6. Mądre słowa! Mam wrażenie, że takich ludzi, zwłaszcza w sieci jest coraz więcej skarżą się, jęczą jak im źle, czekają na słowa wsparcia i rady, a potem i tak robią, co chcą. Chcą zwrócić czyjąś uwagę? Są niedowartościowani? Nie rozumiem takiego postępowania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wsparcie to nie tylko głaskanie po łepetynce, no ale najwyraźniej nie do każdego to dociera :)

      Usuń
  7. Chciałam napisać coś mądrego ale dobrowolna rezygnacja z leczenia boooo tak przerosła moje możliwości komentatorsko-satyryczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możemy uczcić to minutą ciszy...

      Usuń
  8. Wydaje mi się, że część ludzi nie potrafi/ nie chce pogodzić się z tym, że coś cierpią na coś nieuleczalnego. Bunt nic nie pomoże, a "brak motywacji" to najgorsza wymówka w tej sytuacji. Ja od 5 lat zmagam się z migrenami i wiem, że gdybym nie zmieniła diety (wielu produktów muszę unikać, inne spożywać w dużych ilościach) oraz nie zadbałabym o to, żeby znajdować czas na odpoczynek, to cóż... każdego miesiąca traciłabym kilkadziesiąt godzin na umieranie z bólu, wymioty i smutek z powodu niezrobienia miliona rzeczy. Ataków migren i tak nie da się uniknąć, ale na szczęście, gdy się już pojawiają, to biorę tabletkę i pod 2-3 h jestem do życia, a nie jak wcześniej - po 72 h. Nie wiem czego ludzie oczekują, że inni będą ich głaskać po główce, współczuć i chwalić "taki dzielny jesteś", samemu nie podejmując żadnego działania. Choroba to nie koniec świata, da się z nią żyć, zwłaszcza, jeśli wiemy jak możemy sobie pomóc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja z migrenami "bawię się" już jakieś 20 lat... i to nie jest moja ulubiona rozrywka. :) Powodzenia życzę :)

      Usuń
  9. Poruszyłaś bardzo ważną kwestię! Bardzo dużo osób narzeka tylko dlatego, że usłyszeć: "nie nie jesteś gruby", "nie, to on był świnia, Ty jestes zajebista" itd itp.

    Złość i rozżalenie naturalna reakcja na zmiany jakie zachodzą w naszym życiu zwłaszcza w te "na gorsze", ale czasem choroba otwiera nam oczy i zaczynamy dostrzegać to co dotąd było nam nieznane, niezrozumiane itd.

    Podajesz przykład cukrzycy, ale wystarczy spojrzeć na problem otyłości. Wiele ludzi wie że ma z nią problem, widać go bo są bardzoooo duzi, słychać, bo np. mają zadyszki, mają inne problemy zdrowotne itd a ilu tak naprawde coś z tym robi? ilu ćwiczy? ile osób odkłada napoje gazowane, fast foody, na rzecz zdrowych posiłków. Pewnie niewielu bo przecież to wymaga WYSIŁKU :)
    więc lepiej siąść do kompa i pomarudzić jak mam źle, jak mi nie dobrze, jak źle się czuje, bo przecież grupa wsparcia mnie pocieszy i moje wyrzuty sumienia ukoi :)

    Dużo zdrówka życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą otyłością staram się być ostrożna, bo nie zawsze da się nad nią zapanować nawet wkładając w to duży wysiłek... ale owszem - całkiem sporo ludzi woli narzekać niż zrobić cokolwiek ;)

      Usuń
  10. "Czasami ścieżek ludzkiego umysłu nie ogarniam" - nie martw się :) Też tak mam! Proponuję rozdzielić paragrafy tekstu, bo się źle go czyta. Poz
    drawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawię się na przyszłość ;)

      Usuń